Drones Over America

 .
Posted on March 13, 2012.

<--

Brzęczenie dronów nad głową może być stresujące, szczególnie kiedy wiesz, do czego są zdolne.

Byłem kiedyś w Iraku w centrum dowodzenia armii USA i na wielkich monitorach oglądałem świat oczami dronów i radarów. Jeśli ktoś strzelał z moździerzy, to jeszcze zanim wraży pocisk uderzył w ziemię, Amerykanie wiedzieli dokładnie, skąd wróg strzelał (dzięki radarom) i mogli sobie na niego popatrzeć (dzięki dronom), zanim przyciśnięciem guzika zdecydowali się go unicestwić.

Dlatego kiedy potem w Strefie Gazy i podczas wojny w Libanie znajdowałem się niejako po drugiej stronie lustra, o brzęczących nad głową izraelskich dronach myślałem dużo i niepochlebnie. Pewnego dnia byłem w gaju pomarańczowym w Gazie, kiedy nagle około stu, góra dwieście metrów dalej ktoś odpalił kassama, czyli prymitywną rakietę domowej roboty. Frunęła zygzakiem do góry, niczym pijana, na szczęście nie na tyle pijana, żeby zawrócić i mnie trafić. Znacznie gorsze były brzęczące w tle drony i widoczne gołym okiem izraelskie balony obserwacyjne. Na domiar złego z miejsca startu rakiety biegła w moją stronę palestyńska młodzież, która ją odpaliła. Chłopcy radośnie wykrzykiwali “Kassam! Kassam!”. Osobiście nie podzielałem ich beztroski, ponieważ mniej więcej orientowałem się, co dzieje się właśnie w centrum dowodzenia armii izraelskiej, i wyobrażałem sobie znajomy palec nad guzikiem.

Co robić? Jeśli uciekasz, drony i balony zobaczą, że uciekasz. A to nie poprawia szans przeżycia. Ale stać w miejscu – też samobójstwo. Zaraz może przylecieć bomba. Klasyczny dramat Antygony: tak źle i tak niedobrze. Żeby utrzymać czytelników w napięciu nie zdradzę, co wybrałem i czy przeżyłem (o tym już w następnym odcinku).

Dylematy związane z dronami nie zawsze są tak doraźne i przyziemne jak w tamtym gaju w Gazie. Amerykanie np. debatują nad subtelnym zagadnieniem prawnym, jak drony zmieniły naturę i definicję konfliktu zbrojnego. Ojcowie narodu zapisali w konstytucji, że prezydent musi prosić Kongres o zgodę na rozpoczęcie działań wojennych. W XVIII wieku wydawało się to jak najbardziej uzasadnione – o tym, czy warto narażać życie amerykańskich żołnierzy, decydować powinno grono ludzi, a nie jeden człowiek.

Jednak ojcowie narodu nie przewidzieli, że w roku 2012 prezydent USA może prowadzić wojnę za pomocą robotów. Tak jak w Pakistanie, gdzie już od kilku lat bezzałogowe drony CIA wojują i zabijają w zastępstwie żołnierzy. Albo w Libii, gdzie amerykańskie drony zrzucały bomby i wyznaczały cele do ataku dla brytyjskich i francuskich sojuszników z NATO.

Prezydent Barack Obama nie prosił nikogo o zgodę, bo w ogóle nie uważa tych konfliktów za wojny. Wyjaśnia, że żaden żołnierz USA nie postawił nawet stopy na libijskiej ziemi, dlatego nie ma zagrożenia lub zdrowia dla życia Amerykanów. “Czy tak powinno wyglądać w demokracji podejmowanie decyzji o użyciu zabójczej broni?” – pytał niedawno na łamach “New York Timesa” Peter Singer, analityk Brookings Institution. Jego zdaniem nie, i to nawet abstrahując od kontrowersji moralnych czy prawnych. Brak ryzyka dla Amerykanów jest tylko pozorny. Przecież to z powodu dronów Pakistańczyk Faisal Shahzad chciał dwa lata temu zdetonować bombę na Times Square w Nowym Jorku.

Rozważania o wpływie dronów na demokrację nabrały dodatkowego wymiaru, bo okazało się, że wszyscy Amerykanie będą mieli z nimi problem praktyczny. Nowe prawo przewiduje, że Federalny Urząd ds. Lotnictwa musi do 30 września 2015 roku otworzyć przestrzeń powietrzną nad USA dla komercyjnych samolotów bezzałogowych latających na niewielkiej wysokości (i wypracować procedury, które pozwolą uniknąć kolizji z samolotami pasażerskimi). Rolnikom przydadzą się do rozpylania nawozów, a policji – do śledzenia podejrzanych. Ale obrońcy wolności obywatelskich roztaczają katastroficzne wizje, w których rząd lub prywatni detektywi na masową skalę obserwują obywateli, a plotkarskie gazety wysyłają drony, żeby szpiegować celebrytów.

Wygląda na to, że Amerykanie, którzy na ogrodzeniach posesji zamiast polskiego “Uwaga! Zły pies!” nierzadko wywieszają tablicę “Uwaga! Strzelamy do intruzów!”, będą musieli pogodzić się z dronami bzyczącymi nad ich głowami. Z technicznego punktu widzenia jest to realne już dzisiaj. Dzięki zamówieniom armii i tajnych służb drony z każdym rokiem są doskonalsze, mniejsze i tańsze. Najlepsze kosztują miliony, ale sterowanego przez iPhone’a drona można kupić już za kilkaset dolarów. Rządowa agencja DARPA stworzyła sztucznego “kolibra”, który waży 19 gramów i po cichutku zwisa w powietrzu nad wskazanym celem (na razie tylko przez osiem minut). Za trzy lata drony będą jeszcze mniejsze i żywotniejsze.

Trzeba tylko ustalić, do jakiej wysokości na głowami drony mogą latać, a od jakiej wolno je zestrzeliwać.

About this publication