The US Pre-Electoral Mess

 .
Posted on October 11, 2012.

<--

Sytuacja w Ameryce naprawdę pogarsza się drastycznie na wielu odcinkach. Ponad 60% wyborców uważa, że kraj jest na złej drodze. Starzejąca się gwiazda Madonna obiecała (albo chyba raczej zagroziła), że w wypadku wygranej Obamy w listopadowych wyborach, rozbierze się na scenie. Wszyscy odetchnęli z ulgą, kiedy okazało się, że tym razem na koncercie rozebrała się tylko do majtek, aby dumnie pokazać tatuaż „OBAMA”, tuż nad pośladkami. W zaangażowanym monologu wydekoltowanym przekleństwami Madonna namawiała do głosowania na „Czarnego Muzułmanina w Białym Domu”, który dzielnie walczy o prawa dla gejów…

Cztery lata temu Obama był jasną gwiazdą i nadzieją zmęczonej Ameryki, zapowiadał miejsca pracy dla tych którzy jej nie mieli, obiecał obcięcie deficytu o połowę, zapowiadał pokój na Bliskim Wschodzie, zakończenie wojen, a nawet uratowanie planety od niebezpieczeństw globalnego ocieplenia. Obiecywał, że Amerykanie będą ponownie bezpieczni i dumni ze swojego kraju.

Na dzień dzisiejszy bilans rządów Obamy wygląda dosć smutno. Za swojej kadencji nie obciął na pół deficytu, ale go kilkakrotnie pomnożył, bezrobocie zamiast zapowiadanych 6%, pozostaje od ponad 25 miesięcy na stopie powyżej 8%, co najmniej 3 miliony Amerykanów przybyło wsród bezrobotnych. Prestiż Ameryki za granicą spadł na niższy poziom niż był za prezydenta Busha i przeklęty GITMO na Kubie nie został jednak zamknięty. Benzyna w momencie objęcia władzy przez Obamę kosztowała $1,84, obecnie ok. $4.00. Spójrzmy na wskaźniki bezrobocia: biali – 7%, latynosi – 10%, czarni – 14% (niestety w zdobyciu pracy chodzi też o poziom wykształcenia).

Banki wdzięcznie połknęły ogromne stymulusy, ale siedzą na pieniądzach, związki zawodowe stały się współwłaścicielami firm samochodowych, utrzymując radykalnie wysokie płace i świadczenia emerytalne, jednocześnie udając, że potrafią współzawodniczyć na globalnym rynku. Ale to nie wszystko, wbrew zapewnieniu o niezawisłości banku centralnego FED właśnie rozpoczął drukowanie następnego stymulatora, tak żeby czasem gospodarka nie padła Obamie na kilka dni przed wyborami. Więc miesięcznie FED wykupuje $40 mld „złych” pożyczek od banków, miesięcznie, na czas nieokreślony…

Biedny byłby Obama jesli jego przeciwnik byłby charyzmatycznym liderem konserwatystów. Jednak chicagowski gang Obamy zachował przytomnosć umysłu, wczesniej atakując w mediach „drewnianego” Romneya, malując go w czarnych barwach, zanim ten zdążył wypowiedzieć pierwsze słowa. Jest to zrozumiałe ponieważ Obama nie może przecież mówić o swoich osiągnieciach, bo ich nie ma.

Jesli gajowy zapożyczyłby całą lesniczówkę (przeciętna rodzina w USA obciążona jest $130 tys. długu, a np. w Hiszpanii ok. $60 tys.) i całym jego sukcesem byłby upolowany łeb jelenia (Osama bin Laden) wiszący dumnie nad kominkiem, to taki lesniczy popadłby w megalomanie (czyli zdziczałby i poszedł hen w las), lub strzeliłby sobie w swoje ego z zadłużonej dwururki…

Sam prezydent Obama w sondażach wyborczych ma się ciągle dobrze, zachowując małą przewagę, lub remis z pretendentem do prezydentury Mittem Romney. Obama zachowuje pewien luz w sprawach wagi państwowej, biega za to w pocie czoła po programach telewizyjnych, aby trafić do jak największej rzeszy wyborców, następnym jego hobby to zbieranie pieniędzy na kampanię wyborczą. Słowem, pielęgnuje obraz, który dotąd zapewnia mu dobre notowania, prezentując się jako usmiechnięty, miły i przystojny facet, dobry mąż, ojciec i troskliwy mąż stanu, nieustannie straszący biedniejszą częsć społeczeństwa bezwzględnym konserwatystą troszczącym się tylko o interes bogatych: Mittem Romneym.

Wierni i zachwyceni jego osobowoscią dziennikarze z main stream mediów (oficjalnie mówi się o 75% dziennikarzy) już okrzyknęli Obamę zwycięzcą, choć do pierwszej debaty prezydenckiej pozostało jeszcze kilka dni. Każde nawet mniejsze potknięcie Romneya wałkowane jest całymi dniami przez fachowe komitety i zespoły obamowskich ekspertów, zas nawet większe gafy Obamy, znikają bez sladu z ekranów telewizyjnych i czołówek gazet.

Wydawałoby się, że ostatnie agresywne antyamerykańskie zajscia na Bliskim Wschodzie, wstrząsną notowaniami Obamy, jednak wydaje się być on z teflonu. Jego smiała polityka przemian w tym rejonie swiata, doprowadziła do upadku dotychczasowych sojuszników Ameryki otwierając wrota dla długo tłumionych w tym regionie fanatycznych ruchów na podłożu radykalnego islamu.

Jak bylismy tego swiadkami, wsciekła fala gniewu tego ruchu uderzyła w amerykańskie ambasady w krajach islamskich, które obrzucano kamieniami i wyzwiskami, paląc amerykańskie flagi i w kilku przypadkach osadzając na masztachczarne flagi „zwycięskiej” Al-Kaidy.Jak pamiętamy najgorszy finał miał napad na konsulat w libijskiej Benghazi, gdzie zamordowano ambasadora Christophera Stevensa i 3–ch innych Amerykanów.

Zadziwiającym jest, że rząd Obamy przyjął strategię, że te ostre protesty nie były skierowane wcale przeciwko Ameryce, ani prezydentowi Obamie (choć nie dla ogrzania się palono własnie jego kukły), a jedynie chodziło o swięte muzułmańskie oburzenie na dostępny na internecie od lipca zwiastun prymitywnie zrobionego filmiku przez egipskiego koptę z Kalifornii.

Obama i jego rzecznicy całkowicie chcieli zapomnieć o tym, że ta fala protestów miała miejsce własnie w rocznicę tragedii 11 wrzesnia 2001 r. Szczególnie mało logicznie brzmiało zapewnienie rządu Obamy, że do morderstwa ambasadora w w Benghazi doszło podczas spontanicznego protestu. Trudno zrozumieć, jak na demonstrację ktos zabiera ciężką broń jak RPG i moździerz, tak na wszelki wypadek…

Na innym froncie Romney ujawnił swoje sprawozdania podatkowe z których wynikało, że zapłacił 14,1% podatków. Okazuje się, że w ciągu jednego roku republikański kandydat na prezydenta, przeznaczył 30 procent swojego dochodu, czyli 1,000 razy więcej swoich pieniędzy na cele charytatywne, niż vice prezydent Joe Biden w ciągu 10-cio lecia! Przy okazji szalejącej dyskusji dowiedzielismy się, że 49% populacji nie płaci federalnych podatków, zas 10% największych płatników płaci aż 70% wszystkich podatków federalnych.

Jesli Romney wygra Amerykę czeka ogromny boom gospodarczy, ten facet zna się na biznesie i zapowiedział uczynienie ze US kraju samowystarczalnego energetycznie, cały jego wysiłek pójdzie w zapewnieniu miejsc pracy dla ludzi zepchniętych dzis na rządowy garnuszek.

Niestety od czterech lat, od czasu miłosciwego zapanowania Obamy, modne stało się obarczanie za wszelkie nieszczęscia i kryzys gospodarczy bogatych. Wrogiem numer jeden nie jest Al-Kaida, ale przysłowiowy podły milioner (raczkująca teoria walki klasowej). Obliczno jednak, że gdyby milionerów opodatkowano nawet na 100 procent, to wystarczyłoby to na wydatki rządowe na niespełna trzy miesiące. I co dalej maturzysto? Gdzie dalsza droga do lewicowego nieba? Dla nas te numery są smieszne i chyba przykre, bo my to już przerabialismy…

Za kilka dni pierwsza debata prezydencka, zobaczymy na co stać Mitta Romneya, czy zdoła powtórzyć swój występ z Floridy, kiedy to w debacie niespodziewanie powalił na deski wygadanego Newta Gingricha. Wkrótce zobaczymy…

About this publication