America Without Vacation – American Dream Book

<--

Amerykanie mają o Europie pojęcie blade, ale z reguły wiedzą, że Europejczycy mają długie wakacje. Mówią o tym z mieszaniną ironii, zazdrości i irytacji; Europa kojarzy im się z krainą obiboków, którzy co roku dostają miesiąc urlopu, korzystają z publicznej, socjalistycznej służby zdrowia i nie chcą wydawać pieniędzy na wojsko, bo liczą, że Ameryka ich obroni. Dlatego za oceanem dość powszechna jest opinia, że Europa prędzej czy później musi “upaść” (cokolwiek miałoby to znaczyć).

Z kolei Europejczycy zwykle nie wiedzą, że Ameryka jest krainą niewolników, choć formalnie rzecz biorąc, niewolnictwo zniesiono tam półtora wieku temu. A nawet jeśli wiedzą, to nie zdają sobie sprawy ze skali zjawiska. Otóż Stany Zjednoczone są JEDYNYM rozwiniętym krajem świata, w którym prawo nie gwarantuje pracownikom ani jednego dnia płatnego urlopu (Europejczycy mają, zależnie od kraju, od 20 do 30 dni gwarantowanego przez prawo płatnego urlopu rocznie, a do tego trzeba doliczyć wolne w święta narodowe i religijne).

Każdy pracodawca w USA ma całkowicie wolną rękę w kwestii urlopów. I wielu z tego korzysta wg zasady: “jeśli można z pracownika wycisnąć więcej, to dlaczego nie?”. Trzydzieści lat temu urlopów nie miała jedna piąta zatrudnionych, teraz już jedna czwarta. – To wstyd dla Ameryki, że 28 mln pracowników nie ma ani jednego dnia urlopu w roku! – mówi John Schmitt z waszyngtońskiego Center for Economic and Policy Research, które śledzi statystyki zatrudnienia.

Eksploatowani są przede wszystkim najbiedniejsi – aż połowa spośród 25 proc. najgorzej zarabiających Amerykanów w ogóle nie dostaje płatnego urlopu. Dla porównania – jest on oferowany aż 90 proc. spośród 25 proc. najlepiej zarabiających Amerykanów. Jednak nawet oni zwykle nie wykorzystują urlopów w całości. Dlaczego? 28 proc. ankietowanych przez portal Glassdoor odpowiedziało, że “nie chcą narobić sobie zaległości w pracy”. 17 proc. się boi, że zostaną zwolnieni (za wykorzystanie przysługującego im urlopu). 19 proc. boi się konkurencji – tzn., że kiedy będą na urlopie, któryś z kolegów z pracy ich wyprzedzi pod względem umiejętności, wiedzy, układów towarzyskich itp.

Lęk o pracę występuje chyba nawet wśród amerykańskich filmowców, czyli w branży, która wydaje się bonanzą. Kilka miesięcy temu na spotkaniu organizowanym przez polską ambasadę w Waszyngtonie Agnieszka Holland opowiadała o pracy na planie głośnego w USA serialu “House of Cards” (reżyserowała kilka jego odcinków). – W Europie moi asystenci często podważali moje propozycje, kłócili się. W Ameryce wszyscy moi asystenci zawsze mówią, że moje pomysły są super. Boją się. Zwykle mają kredyty do spłacenia, więc robią wszystko, żeby nie podpaść i nie stracić pracy – wyjaśniała Holland.

Wracając do urlopów – wszystko opisane powyżej blednie wobec traktowania kobiet. Otóż są tylko cztery kraje na świecie, które nie gwarantują matce urlopu macierzyńskiego: Papua-Nowa Gwinea, Lesoto, Suazi i – tak, tak, nie mylą się państwo! – Stany Zjednoczone. Znalezienie się w tym elitarnym gronie jest kolejnym dowodem na tzw. amerykańską wyjątkowość.

W Ameryce kobieta ma prawo do 12 tygodni bezpłatnego urlopu macierzyńskiego – ale tylko pod warunkiem, że pracuje w dużej firmie zatrudniającej powyżej 50 pracowników. Jeśli chodzi o płatny urlop macierzyński, jest tak jak ze zwykłym urlopem wypoczynkowym, tzn. każda firma – bez względu na wielkość – oferuje to, co uzna za stosowne. W efekcie po urodzeniu dziecka tylko połowa amerykańskich matek idzie na płatny urlop macierzyński. W newralgicznym czasie po porodzie miliony rodzin – zamiast mieć zapewnione bezpieczeństwo – wpadają w tarapaty finansowe.

Dopływ gotówki w tym czasie mogłoby zapewniać tzw. ubezpieczenie na wypadek niezdolności do pracy, ale jak wszystkie ubezpieczenia w USA (poza samochodowym OC) nie jest ono obowiązkowe. Ma je tylko 40 proc. kobiet zatrudnionych przez firmy prywatne.

Jeśli zatem idzie o ochronę pracujących matek, nawet Iran – tak często potępiany na Zachodzie za gwałcenie praw kobiet – jest znacznie bardziej “postępowy” niż Ameryka. Naturalnie zwolennicy amerykańskiego indywidualizmu i wolnego rynku się tym nie przejmują. Powiedzą zapewne: skoro twoja firma nie zapewnia ci urlopu wypoczynkowego albo macierzyńskiego, to poszukaj sobie innej pracy… A jeśli nie umiesz znaleźć? Widać, za mało się starasz.

About this publication