Hillary Clinton’s Trouble. Donald Trump Brings to Light Zippergate

<--

Kłopoty Hillary Clinton. Donald Trump wyciąga aferę rozporkową

Czy seksualne ekscesy Billa Clintona mogą zagrodzić jego żonie drogę do Białego Domu? Miliarder Donald Trump porównuje byłego prezydenta do Billa Cosby’ego, słynnego komika, który okazał się seryjnym gwałcicielem.

Faworytka wyborów prezydenckich Hillary Clinton właśnie odbiera naukę, że nie należy kopać się z koniem. W grudniu podczas debaty kandydatów demokratycznych stwierdziła, że nikt tak sprawnie nie rekrutuje terrorystów jak Donald Trump (który prowokacyjnie głosi, że należy zamknąć granice USA dla muzułmanów). W odpowiedzi miliarder szydził, że “w prawyborach 2008 r. Hillary też była faworytką, ale została zrąbana przez Obamę”. Użył czasownikowej formy od słowa “schlong” – slangowego, wulgarnego określenia penisa.

Clinton nie musiała ripostować – w myśl obowiązującej w dobrym towarzystwie zasady, że z chamami się nie rozmawia. Ale zapytana o komentarz przez gazetę “Des Moines Register” stwierdziła: – Niech Trump sam się tłumaczy ze swojego języka. To nie pierwszy raz, kiedy pokazał, że ma tendencje seksistowskie.

Istotnie, Trump wielokrotnie publicznie obrażał kobiety; sugerował, że są brzydkie lub głupie. Ponadto sam otacza się wyłącznie młodymi, pięknymi dziewczętami, które pracują jako jego sekretarki, asystentki czy kosmetyczki. Ale wypowiedź Clinton go rozjuszyła i odpalił wszystkie armaty. Najpierw na Twitterze: “Ja mam tendencje seksistowskie? A co z Billem? Właśnie ogłosiła, że będzie aktywny w jej kampanii! Jeśli Hillary myśli, że może korzystać z pomocy męża, znanego z okropnego wykorzystywania kobiet, i jednocześnie pouczać mnie w ich sprawie, to się myli!”.

W latach 90. Bill Clinton omal nie został usunięty z urzędu prezydenta z powodu romansu ze stażystką Monicą Lewinsky. Kilka innych kobiet oskarżało go, że je zgwałcił lub molestował jeszcze w czasach, kiedy był gubernatorem Arkansas, lub wcześniej, jako prokurator stanowy. Nigdy nie został skazany prawomocnym wyrokiem, ale jest tajemnicą poliszynela, że wykorzystywał wysokie stanowisko, by zdobywać czy napastować znacznie niżej sytuowane od niego na drabinie społecznej kobiety.

Co – tutaj trzeba Trumpowi przyznać rację – jest gorsze niż wytykanie kobietom, że są brzydkie. Oczywiście Hillary bezpośrednio nie ponosi winy za grzechy męża. Ale już w latach 90. zarzucano jej, że przymykała oczy na jego ekscesy, ponieważ traktowała go jako trampolinę dla własnej kariery. A zatem cynicznie tolerowała wykorzystywanie kobiet, bo marzyła o prezydenturze. Czy takie zarzuty, powtórzone prawie 20 lat później, mogą jej zaszkodzić?

Niektórzy analitycy i spece od kampanii uważają, że nie, bo są to odgrzewane kotlety. Młodzi ludzie już nie pamiętają afery rozporkowej z Lewinsky i innych oskarżeń. Bill cieszy się zaś wielką popularnością, tzn. uchodzi za jednego z najlepszych współczesnych prezydentów, który zapewnił Ameryce wzrost gospodarczy, a nawet zrównoważony budżet. Jest dla Hillary atutem, a nie balastem.

Inni z kolei twierdzą, że odgrzewane kotlety mogą się okazać dla niej zabójcze, bo Ameryka jest dziś zupełnie innym krajem niż 20 lat temu. Kiedy teraz czyta się lub ogląda, jak traktowano kobiety oskarżające Clintona w latach 90., wydaje się to wręcz niewiarygodne. Betsey Wright, która była szefową urzędu gubernatorskiego w Arkansas, mówiła lekceważąco np., że są to “erupcje głupich blondyneczek” (“bimbo eruptions”). Doradca prezydenta Sydney Blumenthal twierdził, że 22–letnia Lewinsky “napastowała i prześladowała” czterdziestoparoletniego prezydenta, bo była “seksualnie niewyżytą i agresywną młodą kobietą”.

Gdyby urzędnicy państwowi wypowiadali takie opinie dziś, nie zostawiono by na nich suchej nitki. Znana komentatorka i działaczka Partii Demokratycznej Kirsten Powers pisała kilka dni temu na łamach “USA Today”: “Życie Lewinsky zostało złamane przez aferę rozporkową (bo uchodzi za puszczalską), tymczasem Bill jest jednym z najbardziej poważanych ludzi na świecie”. Dlaczego? Bo w latach 90. Ameryka była krajem seksistowskim, zdominowanym przez mężczyzn.

Teraz znacznie poważniej podchodzi się do oskarżeń o gwałty. Amerykanie są zdegustowani słynnym komikiem Billem Cosbym, którego już 35 kobiet oskarża, że wiele lat temu podawał im środki odurzające, a potem gwałcił. Jeszcze bardziej szokujące jest to, że w latach 80. i 90. opowiadały one znajomym, co je spotkało; skarżyły się prawnikom, ale były ignorowane lub radzono im, by milczały.

Trump najwyraźniej uznał, że w nowych realiach kulturowych odgrzewane kotlety mogą posmakować wyborcom i pogrążyć Hillary Clinton. W telewizji porównał jej męża do Cosby’ego. I zarzucił rywalce hipokryzję. Sama niedawno mówiła, że “wszystkie oskarżenia kobiet o gwałty i molestowanie trzeba traktować poważnie”. Ale oskarżeń przeciwko jej mężowi nikt poważnie nie potraktował – nad czym przeszła do porządku dziennego.

Czas pokaże, czy Trump ma rację. Ale zagrożenie dla Clinton jest spore, biorąc pod uwagę zwłaszcza to, że miliarder od pół roku narzuca mediom swoje narracje

About this publication