America Watches Trump Incite a Coup. But Will It Hurt Him?

<--

Nie ma już cienia wątpliwości, że to, co nazywa się niekiedy insurekcją 6 stycznia, miało być finałem puczu niespotykanego do tej pory w historii Ameryki. Publiczne przesłuchania przypomniały grozę tamtych dni, skalę przestępczych działań i psychopatycznego uporu byłego prezydenta.

Długa galeria świadków: byli współpracownicy Donalda Trumpa, członkowie jego rodziny, ekstremiści z Proud Boys i Oath Keepers, awangarda szturmu na Kapitol 6 stycznia 2021 r. Wszyscy potwierdzają, że ówczesny prezydent nie tylko podżegał tłum fanatycznych wielbicieli do ataku na Kongres, by uniemożliwić zatwierdzenie jego porażki w wyborach, lecz na długo przedtem spiskował z najbardziej oddanymi pretorianami, aby nie dopuścić do przejęcia rządów przez Joe Bidena. Nie ma już cienia wątpliwości, że to, co nazywa się czasem insurekcją 6 stycznia, miało być finałem puczu, niespotykanego do tej pory w historii Ameryki.

Co zrobił Trump? Wstrząsający spektakl w telewizji

W zasadzie wiedzieliśmy już to wszystko, bo przez ostatnie półtora roku media ujawniały stopniowo kolejne rewelacje o poczynaniach Trumpa, kiedy nie mógł się pogodzić z utratą władzy. Rozpoczęte jednak w czwartek wieczorem publiczne przesłuchania przed komisją Izby Reprezentantów w jednym sugestywnym pakiecie przypomniały grozę tamtych dni, skalę przestępczych działań i psychopatycznego uporu byłego prezydenta.

Ujrzeliśmy nagranie wideo z przesłuchania przy zamkniętych drzwiach przed komisją byłego prokuratora generalnego Williama Barra: jak zeznał, powiedział Trumpowi od razu, że twierdzenia o sfałszowaniu wyborów to „bzdura i nonsens”. A także migawkę z przesłuchania Ivanki Trump, która twierdzi, że „akceptuje” ocenę prokuratora. Zobaczyliśmy byłego wiceprezydenta Mike′a Pence′a, który mimo nacisków odmawia zablokowania certyfikacji wyniku wyborów w Kongresie, potem tłum wyjący: „Powiesić Pence′a!”, zbudowaną już szubienicę na Mallu i reakcję Trumpa, który zatweetował, że wiceprezydent sobie na to „zasłużył”. I zeznania świadków, że przegrany prezydent odmówił zaapelowania do fanów, by się wycofali z Kapitolu. Pozostał głuchy na prośby kongresmenów i senatorów, aby do obrony wezwał policję i wojsko.

Przesłuchania, transmitowane w godzinach największej oglądalności przez amerykańskie telewizje, były spektaklem wstrząsającym. Ale jakie będą ich praktyczne skutki? Pomysłodawcy transmisji – dominujący w komisji Kongresu demokraci i szefowie stacji – liczą, zdaje się, że obrazy starć w Kapitolu i przytłaczające dowody bezpośredniej odpowiedzialności Trumpa za rokosz podważą jego wiarygodność i autorytet w oczach milionów jego wyznawców albo osłabią poparcie dla powolnej jego życzeniom Partii Republikańskiej. Miałoby to znaczenie przed listopadowymi wyborami do Kongresu, które dla Partii Demokratycznej nie zapowiadają się różowo.

Republikanie bronią Trumpa jak niepodległości

Wydaje mi się to, niestety, pobożnym życzeniem. Liberalne media próbują przedstawić przesłuchania jako swoiste Watergate bis. Demaskatorzy tamtej afery Bob Woodward i Carl Bernstein przypomnieli w CNN o ówczesnej komisji Kongresu, przed którą przesłuchania w 1973 ujawniły fakty kompromitujące Nixona, co w następnym roku doprowadziło do jego rezygnacji. Trump nie urzęduje już w Białym Domu, ale po wyborach 2024 ma ochotę tam wrócić.

Czy obecne przesłuchania mu zaszkodzą? W komisji ds. Watergate 49 lat temu kluczową rolę odegrali republikanie, którzy zwrócili się przeciw prezydentowi ze swej partii. W komisji ds. 6 stycznia zasiada tylko dwoje republikanów: Liz Cheney i Adam Kinzinger, bo tylko oni uznali niezbite dowody winy Trumpa; współpraca z innymi okazała się niemożliwa. Tak powtarza w każdym razie przewodnicząca Izby Reprezentantów Nancy Pelosi, która decydowała o składzie komisji.

Przeważająca większość polityków GOP w obu izbach Kongresu nadal boi się narazić wyborcom byłego prezydenta, w związku z czym ignoruje prawdę, idzie w zaparte i będzie go bronić jak niepodległości. Prawica przedstawia przesłuchania w Kongresie jako „polowanie na czarownice”, a komisję jako jednopartyjną klikę żądną politycznej zemsty. Stacja Fox News nie transmituje przesłuchań.

Ustalenia komisji ds. 6 stycznia, które będą przedstawiane opinii i pokazywane w telewizji co najmniej do końca przyszłego tygodnia, mają przekonać niezdecydowanych – ale tych jest niewielu. Że Trump chciał przemocą utrzymać się przy władzy, było jasne od początku. Jego stronnicy wiedzą swoje. Pierwsza runda przesłuchań w czwartek, widowisko przejmujące, w gruncie rzeczy nie przyniosła rewelacji, które „zmieniłyby grę”. Jako się rzekło, media, zwłaszcza telewizje MSNBC i CNN, od miesięcy relacjonowały rozmaite odkrycia śledczych z Kongresu na temat puczu, więc napięcie zostało niejako rozłożone w czasie – i opadło. Nie wiadomo, po co komisja udostępniała je mediom – chyba żeby się pochwalić – zamiast czekać i ujawniając wszystko naraz, uzyskać pożądany efekt niespodzianki.

Lepiej się ogląda kryminały

Będą kolejne rundy przesłuchań, więcej szczegółów, nowe zeznania, ale czy można oczekiwać jakiejś bomby, która zrobi różnicę? Wolno w to wątpić. Od insurekcji minęło prawie półtora roku. Dziś Amerykanie, którzy nigdy nie lubili rozpamiętywać przeszłości, przejmują się inflacją, rosnącą ceną benzyny, brakiem odżywek dla niemowląt, wzrostem przestępczości i serią masowych zabójstw z użyciem broni palnej. Nawet wojna w Europie obchodzi ich coraz mniej.

Wybitny publicysta „New York Timesa” David Brooks trafił w dziesiątkę, pisząc, że powinna powstać inna komisja Kongresu – która zajęłaby się wyjaśnieniem, dlaczego kilkadziesiąt milionów ludzi w USA wciąż wierzy, że wybory 2020 zostały sfałszowane i można użyć przemocy, aby to naprawić. Święte słowa, ponieważ wygląda na to, że w 2024 r. dojdzie do kolejnego kryzysu wokół wyniku wyborów prezydenckich, i to takiego, przy którym ten sprzed półtora roku to będzie mały pikuś. Partia Republikańska, która może objąć władzę w Kongresie od przyszłego roku i w Białym Domu dwa lata później, przekształca się powoli w quasi-faszystowską falangę pod wodzą Trumpa i jego uczniów.

Ale telewizyjna transmisja z przesłuchań przed taką komisją, i to w prime time? To już trudno sobie wyobrazić. Kryminalne seriale i relacje o kłopotach brytyjskiej monarchii dużo lepiej się ogląda.

About this publication